Pewnego dnia. zimowego dnia stwierdziłam że nie warto tracić
czasu na obmyślanie trasy, bo każdy obrany tego dnia kierunek przy tej pogodzie
wiązał się z choć minimalnym wysiłkiem i trudnością a o to mi chodziło, byle
tylko iść (hmm.. być może gdzieś tu jeszcze istnieje szlak nie
przemierzony przez rzesze turystów) i jak to zwykle bywa w
takich samotnych włóczęgach, w śniegu po kolana zrodziła się tak banalna myśl
o kroczeniu przez życie które jak każda inna droga wymaga pokonywania słabości i
trudności i nie jest drogą dla leniwych, dla pragnących mieć ani dla tych
którym towarzyszy pycha i drwiący uśmiech, bo nieuważnie można znaleźć się na
manowcach.